piątek, 10 maja 2013

Rozdział 1

Właśnie wracałam do domu. Mieszkałam w miejscowości  Erlabrunn. Byłam studentką psychologii  na Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium. Tym razem nie wracałam z uczelni. Przez dwa tygodnie wraz z moją przyjaciółką Marthą miałyśmy praktyki u  psychologa niemieckiej kadry skoczków. Miałyśmy okazję poznać ich wszystkich. Niestety praktyki się skończyły, więc i znajomość się skończyła.  Ja nie przywiązywałam się do nikogo. Uważałam, że jest to bez sensu. Martha niestety odwrotnie. Bardzo się z niektórymi zżyła. Ona taka już była, bardzo lubiła poznawanie nowych ludzi. Była taką duszą towarzystwa. Ja tak jakby jej przeciwieństwem. Lubiłam towarzystwo ale do pewnego stopnia. Gdy miałam już dość to wolałam pobyć sama.
Jak wcześniej wspominałam, to pochodziłam z Erlabrunn. Mieszkałam tam z mamą Dorothee , z tatą  Klausem i moją młodszą siostrą Leonie. Była ode mnie młodsza o sześć lat. Nie dogadywałam się z nią, bo bardzo się od siebie różniłyśmy. Nie dość że dzieliła nas spora różnica wieku, to jeszcze sposób bycia, dobór towarzystwa, nawet kolor włosów. Pod każdym względem  różniłyśmy się. Jeśli chodzi o Leonie, to z nią zawsze rodzice mieli sporo problemów. Uciekała z lekcji, miała słabe oceny, paliła papierosy, wyleciała już z trzech szkół i kilka razy ojciec odbierał ją z komisariatu. Rodzice ciągle byli wzywani do szkoły. Bardzo im współczułam. Bardzo nie lubiłam przebywać w domu, bo ciągle były jakieś kłótnie między Leonie a rodzicami.
Taksówka zatrzymała się przed domem. Trochę tęskniłam za rodzicami, ale za siostrą na pewno nie. Wzięłam swoje bagaże i poszłam w stronę drzwi wejściowych. Poradziłam sobie jakoś z otworzeniem drzwi i wreszcie mogłam wejść do domu. Jak nigdy panowała w nim cisza. Najpierw pomyślałam, że nikogo nie ma. Przecież to było niemożliwe, że było tak spokojnie.  Zostawiłam swoje walizki w korytarzu i przeszłam do dalszej części domu. Leonie spała w salonie na kanapie. Nikogo oprócz niej nie było. Postanowiłam ją obudzić.
-Wstawaj ! - wrzasnęłam jej do ucha. Leo zerwała się na równe nogi.  Zrobiła nieciekawą minę, gdy zobaczyła kto ją obudził. - Tak się wita siostrę i śpi się w najlepsze.- usiadłam obok niej.
-Uważaj, bo będę szczęśliwa, że wróciłaś. Jak dla mnie mogłoby cię nie być.- Leo jak zwykle była opryskliwa, ale już się do tego przyzwyczaiłam. Nic nowego.
-Ja się pierwsza urodziłam, więc to ciebie mogłoby nie być. Szczerze, to wolałabym mieć psa, a nie młodszą siostrę.- tak bardzo uwielbiałam wkurzać Leo. Chociaż to nie było wskazane, tak samo jak drażnienie zwierząt w zoo. - Kiedy rodzice wrócą?
-Nie wiem i w ogóle mnie to nie obchodzi. Jak dla mnie mogliby nie wracać wcale. Przynajmniej nikt by się o nic nie czepiał.- wstała i poszła do siebie. Czasami wygadywała takie rzeczy, że słuchać się nie dało.
Wzięłam swoje walizki z korytarza i zaciągnęłam je do pokoju. Nie miałam siły ich rozpakowywać, więc zostawiłam je w kącie. Położyłam się na łóżku i nagle uświadomiłam sobie, że tak bardzo brakowało mi mojego łóżka. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Obudziła mnie kolejna kłótnia między mamą a Leo. W tym domu nawet wyspać się nie dało, bo oczywiście musiała narozrabiać. Wyszłam ze swojego pokoju, by przywitać się z mamą. Chyba najmniej odpowiedni moment, ale przynajmniej na chwilę ucichnie ta awantura. Mama siedziała w kuchni przy stole i piła herbatę. Właśnie wróciła z pracy. Była sekretarką w jakiejś dużej firmie w Monachium. Nazwa była tak skomplikowana, że nigdy nie byłam w stanie jej zapamiętać. Mama ucieszyła się na mój widok, bo jej grzeczniejsze dziecko wróciło do domu. Tak naprawdę miałam wrażenie, że ona bardziej kochała Leo. Mimo tego wszystkiego, co ona wyprawiała. Być może dlatego, że była młodsza.
-Jak było?- zapytała.
-Dobrze. - nie wiedziałam co odpowiedzieć mamie. Powiedziałam to co większość dzieci, gdy rodzice pytają: "Jak w szkole?". - O co tym razem ta kłótnia?
- Dostałam kolejne wezwanie do szkoły. Tym razem ojciec pójdzie. Ja zawsze muszę tego wszystkiego wysłuchiwać. Niech on raz pójdzie i posłucha na temat swojej ukochanej córeczki. - teraz mogłam spodziewać kolejnej kłótni w domu. Tym razem pod tytułem: "Ja nie pójdę do szkoły". Chyba lepiej byłoby się wyprowadzić. Tak zrobiła Martha. Miała dość swoich młodszych braci. To było jedyne wyjście, by przestać słuchać kłótni. Z drugiej strony nie byłam jeszcze na to gotowa. Nie chciałam wyprowadzać się od rodziców. Nagle przyszedł mi do głowy pewien pomysł jak uniknąć tej kłótni.
-Mamo, to może ja pójdę ?- wiedziałam, że nie powinnam tego robić. Chodzenie na wezwania do szkoły Leo to samobójstwo. Ja chyba byłam takim samobójstwo, ale dla ciszy zrobiłabym wszystko.
-Kochane dziecko.- mama wyraźnie się ucieszyła.- Ale jesteś pewna, że chcesz tam iść ?
-Tak. Przecież ty i tata pracujecie. Ja jutro mam dzień wolny, więc mogę pójść.
-To dobrze.
Następnego dnia zgodnie z obietnicą wybrałam się do szkoły mojej siostry. Ona nie była z tego zadowolona, ale nie  obchodziło mnie to. Postanowiłam pojechać rowerem, bo była taka piękna pogoda. Włożyłam słuchawki na uszy i pojechałam. Zachwycałam się tą piękną pogodą. Skręciłam w ulicę prowadzącą do szkoły i nagle usłyszałam pisk opon. Kilka milimetrów przede mną zatrzymał się samochód. Mało brakowało i by mnie potrącił. Po chwili wysiadł z niego jakiś chłopak. Stałam tak z tym rowerem i nie mogłam dojść do siebie. Przede mną stanął brunet trochę ode mnie wyższy. Pomyślałam, że zaraz mi się dostanie.
-Diana, nic ci się nie stało?- zapytał. Byłam ciekawa skąd znał moje imię. Nie kojarzyłam go przecież.
-Wszystko w porządku. A skąd znasz moje imię?
-Ty byłaś praktykantką u kadrowego psychologa. - nagle mnie oświeciło. Przecież to był Richard Freitag. Ja naprawdę miałam słabą pamięć do ludzi.
-Przepraszam, mam słabą pamięć do ludzi.
-Musisz bardziej uważać i najlepiej by było gdybyś nie słuchała muzyki jadąc na rowerze. - było mi tak strasznie głupio. Nie poznałam go i w dodatku wyszłam na kalekę życiową.
-Wybacz, ale spieszę się do szkoły mojej siostry.
-Do zobaczenia.
-Cześć.
Wsiadłam na rower i pojechałam dalej. Na pewno byłam już spóźniona. Musiałam się pospieszyć. Tym razem już nie słuchałam muzyki. Nie chciałam wjechać pod kolejny samochód. To wszystko przez moją siostrę. To z jej powodu były wszystkie kłótnie w domu i moje problemy. Naprawdę współczułam rodzicom. Miałam tylko nadzieję,  że tak bardzo nie narozrabiała.



No i pierwszy rozdział już mam za sobą. Czyli teraz powinno już jakoś pójść. Ale ten dzisiejszy piątek to męczący być. Po tylu dniach wolnego musiałam dzisiaj pójść do szkoły. Horror jakiś po prostu. ; / Na szczęście rozdział napisałam kilka dni temu i już zostało mi tylko dodać na bloga.
Jeśli mogę wam coś doradzić to właśnie teraz to robię : Nie czytajcie komentarzy na skijumping.
Wczoraj weszłam by zobaczyć co tam w skokach się dzieje. No i postanowiłam nadrobić kilka zaległych artykułów. Natrafiłam na jakiś o Maćku. No i zrobiłam coś bardzo złego, bo postanowiłam poczytać komentarze. Szczególnie jeden tak bardzo mnie rozbawił. Pozwolę sobie wkleić jego fragment :
"...tak samo jak te gimnazjalistki zakładają jakieś fan page, facebooki, piszą o Maćku jakieś denne opowiadania (nie będę tu treści przytaczać bo aż przykro) i grom wie co jeszcze. To dopiero jest dla mnie niepoważne i świadczy chyba o jakimś zaburzeniu."
To jest oczywiście tylko jego fragment. Ciekawe czy licealistki też zaliczają się do tej grupy? hahaahahahhahaha ;D Cały dzień się z tego śmiałam. Mam zaburzenia, piszę denne opowiadania i cierpię na kotomaniactwo :)
Na dzisiaj już tyle . Do zobaczenia w następny freitag :) Dodam kolejny rozdział dennego opowiadania, bo przecież mam zaburzenia ;D 
Ps. Jutro widzimy się na blogu z wierszami. ( mam nadzieję, że poeci nie mają żadnych zaburzeń ;D )
Pozdrawiam, zaburzona Żyletka ♥



8 komentarzy:

  1. No proszę, ona go nawet nie zapamiętała. ;) Ale on ją tak, więc jest dla nich jakaś nadzieja.
    Tylko co ten rozdział taki króciutki, hm?
    No to witaj w klubie licealistek z zaburzeniami. Ja mam chyba większe niż Ty, bo piszę cztery opowiadania. ;)
    Pozdrowienia i byle do Freitaga. (czy to zabrzmiało dwuznacznie?) ;b

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już tak mam, że piszę krótko ;D Co jak co ale ten jak na mnie to jest długi ;) Postaram się żeby drugi był jednak dłuższy. ;) Jak dobrze, że nie jestem jedyną z zaburzeniami ;D Zamkną nas wszystkie w psychiatryku. ;)

      Usuń
    2. Ja też nie grzeszę długością, po prostu tak się to Twoje dobrze czyta, że chciałoby się więcej i więcej. I jeszcze więcej.
      A niech zamykają, byleby z nami zamknęli skoczków. Chociaż kilku. ;)
      I zapraszam Cię na efekty moich zaburzeń, jeżeli masz ochotę i czas (linki w profilu). ;)

      Usuń
    3. Dziękuję za miłe słowa. No ale jakby nas zamknęli to kilku naprawdę by się przydało :D Chętnie poczytam efekty twoich zaburzeń. Tylko, że mam dużo do czytania i trochę nie wyrabiam. Ale obiecuję, że przeczytam ;) Jutro będę czytać to i na twoje zajrzę .

      Usuń
  2. No Diana ma bardzo ciekawą rodzinkę, zwłaszcza siostrzyczkę :D Podobno młodsze rodzeństwo to istna masakra, ale ja tam nie wiem, mam tylko starsze, może oni mogliby się o mnie ciekawie wypowiedzieć :D Myślałam, że już się nie doczekam spotkania Diany z Freitagiem, a tu proszę! wpakowała mu się pod auto ^^ niezły początek. I jak mogła go nie zapamiętać? Co za dziewczyna! Ani trochę jej nie rozumiem :P
    A co do skijumping, to ja zawsze czytam te komentarze z popcornem w ręce. Można się nieraz uśmiać. Ten który przytoczyłaś kojarzę, i z radoscią informuję cię, ze ja też mam zaburzenia :D Jakoś musimy z tym fantem żyć :P
    Czekam na kolejny, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem najmłodsza ;) Kiedyś trochę przypominałam Leonie, ale jakoś z tego wyrosłam ;D Jakiś rok temu byłam całkiem inną osobą. Znudziło mi się i znów jestem grzeczna ;)
      Ja kiedyś czytałam te wszystkie komentarze, ale przestałam wierzyć w inteligencję ludzi je piszących. Chociaż sama czasami pisałam komentarze, ale tylko po to by zjechać tych, którzy piszą coś złego na temat Kotów, a szczególnie na Kubę. Przestałam się w to bawić, bo oni i tak zawsze kota ogonem odwrócą ;D Raz wszyscy kochają Maćka, a zaraz po nim jadą. ;/
      Trzeba żyć z zaburzeniami, nie ma innego wyjścia. Szczególnie jak się cierpi na kotomaniactwo ;D Miałam odpowiedzieć tej pani na ten komentarz, ale stwierdziłam, że to nie ma sensu.

      Usuń
    2. Też odpowiadałam, ale również dałam sobie spokój. Szkoda czasu i nerwow.
      ale rzeczywiście, mnie najbardziej wkurzają komentarze obrażające Kubę. Zawsze mnie to tak wyprowadza z równowagi, że ja nie mogę! Na szczęście Kuba tego nie czyta, nie przejmuje się przynajmniej taką mam nadzieję), i robi swoje, a wyniki w końcu przyjdą :D

      Usuń
  3. Nono pierwsze opowiadanie, które zaczyna się od zakończenia współpracy z ekipą skoczków. Ostatnio zauważyłam, że bardzo popularne stało się robienie z bohaterek współpracownic lub asystentek różnych trenerów (z bólem przyznaję, że swego czasu sama to praktykowałam), a tutaj nie dość, że Diana zakończyła praktyki (czemu ja nie mogłam robić praktyk w kadrze skoków narciarskich tylko musiałam nudzić się w muzeum?), to jeszcze nie za bardzo nawet pamięta chłopaków. Swoją drogą - no jak można nie pamiętać Ryszarda. Ja rozumiem wszystkich innych, ale Ryś to Ryś. Dobrze, że chociaż on ją pamięta i rozpoznał, a przede wszystkim, że nie rozjechał. No i niewątpliwie miał chłopak rację co do tej muzyki i roweru.
    Nie da się ukryć, że w rodzinie Diany nie dzieje się za dobrze i przyznam szczerze, że kiedy jej siostra powiedziała, że dla niej rodzice mogliby nie wracać wcale, to miałam ciarki na plecach, bo obawiałam się, iż ziścisz jej prośbę. Na szczęście mama wróciła cała i zdrowa, a Leo przyczyniła się do kolejnej kłótni. Swoją droga to bym porządne lanie tej młodej zrobiła, choć wiem, że to po prostu taki wiek i chyba z tego wyrośnie. Kiedyś na pewno.
    Mam nadzieję, że po tym drugim spotkaniu dziewczyna już zapamięta Richarda i niedługo znów się spotkają.

    OdpowiedzUsuń